Nastaje nowy dzień...
(krzyknęli muzułmanin z chrześcijaninem pieszcząc sobie brzuchy ostrymi nożami)
Jest sobie taka stara skała gdzie naszym braciom krwawiły dłonie
czcili grzmoty rozpaczą myśli
rzeźbili blizny czasem i dymem
Dziś na horyzoncie nic z ziaren
nie kiełkuje i nie kwitnie, stoi
wylany geometrią zadufania
cywilizowany mur otępienia
Co kilka pokoleń jest burzony
następnie pleciony z gruzów
a im donośniejszy grzmot nieba
inna jest twarz na szczycie posągu
Burze nie wszędzie podróżują
tu wieje a niebo tną błyski
tam słońce i wiatr wydmy kołyszą
jednak wszędzie grzmoty palą drzewa
Gdybyśmy umieli zawiać w czas
obmyć w górę zadarte liście
musimy pojąć jak mało wiemy
by zacząć
myśleć
wieloma tropami.

Witam wszystkich i serdecznie pozdrawiam! Znowu musiałem wylać z siebie kilka słów czego wynik możecie nie tyle co obejrzeć a przeczytać powyżej. Wszystkim życzę oczywiście przyjemnej lektury a kwestię interpretacji pozostawiam otwartą ;> Zdjęcia zamieszczone w poście pochodzą z ubiegłego roku ;) Jedno ze stycznia, dwa z listopada a ostatnie z lipca ;) Postanowiłem podejść do spraw, które poruszałem w wierszu troszkę bardziej niż całościowo, stąd wybiórczość w doborze zdjęć zrobionych w odpowiednim czasie! Na nowe zdjęcia trzeba bedzie poczekać przynajmniej do 4 albo 5 stycznia. Związane to jest z moim obecnym oddaleniem od chemii ;) Mogę z pełną odpowiedzialnością zapewnić iż jak tylko uda mi się wywołać klisze i odebrać ich skany - będę je stopniowo aczkolwiek systematycznie umieszczać w nowych postach!
Pod koniec pragnę życzyć wszystkim szczęśliwego nowego roku! ;)
Żeby utrzymać klimat posta: